35 czytelników połączonych teraz do sieci

Rodzaj artykułu:

 

Nowe materiały

 

Reklamy

Wersja do druku

Czy w Iraku wyłoni się przywódca?

autor: Daniel Pipes
New York Sun
4 maj 2004

Oryginał angielski: Is an Iraqi Strongman Emerging?

Próba silnej woli między Irakijczykami a Amerykanami w toczącej się bitwie o Faludżę będzie – jak przypuszczam – narastała. Powiem więcej: przepowiadam, że zwyciężą w niej Irakijczycy. Moje przekonanie opiera się na dwóch przesłankach: Irakijczycy nie chcą by rządzili nimi Amerykanie; i Irakijczykom bardziej niż Amerykanom zależy na przyszłości swego kraju.

Dla przeprowadzenia dowodu przypuśćmy, że moje rozumowanie jest prawidłowe: rząd USA rezygnuje ze swego celu „wolnego i pokojowego Iraku" a siły koalicyjne przygotowują się do opuszczenia Iraku na mniej niż optymalnych warunkach. Co wówczas będzie najmniej niekorzystnym wyjściem?

Powstanie takiego rządu centralnego, który będzie sprawował władzę nad całym krajem i strzegł jego granic, powstrzymywał radykalne ideologie i tarcia etniczne i nie będzie atakował sąsiadów. Ponadto, rządu, który zapewni swobody w granicach rozsądku, pozwoli na rozwój gospodarki i kultury, będzie eksportował ropę i gaz do świata zewnętrznego i poczyni kroki dla zwiększenia udziału obywateli w życiu politycznym.

Dobrze, ale jak to osiągnąć?

Rok temu zacząłem wysuwać argumenty, wpierw w telewizji – potem w prasie, za tym, że Irak potrzebuje „demokratycznie usposobionego silnego człowieka". Do tego tematu powracałem nieraz w kolejnych miesiącach. Taki przywódca powinien mieć wiele cech wyróżniających:

  • Powinien być wolny od oskarżeń o zbrodnie lub okrucieństwa popełnione w czasie panowania Saddama Husajna;
  • Nie powinien przejawiać radykalnych przekonań ideologicznych, takich jak islamizm, baasizm, czy innych;
  • Powinien mieć uznany status społeczny;
  • Powinien mieć dostęp do instrumentów władzy oraz
  • Szeroką bazę dla sprawowania władzy – nie ograniczoną tylko do ludności sunnickiej, szyickiej lub kurdyjskiej, co powinno go predestynować do przywództwa w całym kraju.

Kto mógłby spełnić te kryteria? Oficer wysokiej rangi, wojskowy nie zamieszany w masowe morderstwa byłego reżimu, ktoś, kto mógłby nawiązać robocze stosunki z koalicją, nawet jeśli jest jej przeciwnikiem i działa na rzecz usunięcia jej z kraju i samodzielnego władania Irakiem.

Do ostatniego tygodnia, nikt nie wydawał się spełniać tych kryteriów.

I wówczas pojawiła się wiadomość, wpierw przyjęta z nieukrywaną niechęcią, że były generał-major Jassim Mohammed Saleh al-Dulaimi, lat 49, urodzony w Faludży i prawdopodobnie spokrewniony z Saddamem Husajnem – stanął na czele Armii Ochrony Faludży, zupełnie nowej irackiej siły militarnej, która działa z pomocą koalicji by uniknąć konfrontacji pomiędzy koalicją, a powstańcami w Faludży. Formacja ta, składająca się z 1,100 ochotników, w większości niezadowolonych byłych oficerów i żołnierzy z poboru pochodzących z rejonu Faludży, otrzymała zadanie obsadzenia punktów kontrolnych i teoretycznie podlega dowództwu amerykańskiej piechoty morskiej (U.S. Marines).

30 kwietnia br. na formacją tą przejął dowództwo generał Saleh, krępy oficer z wąsem w stylu Husajna, noszący mundur z epoki Husajna i kasztanowaty beret. W scence nadanej przez telewizję na cały Irak wymieniał uściski dłoni z dowódcami Marines i wciągnął na maszt starą iracką flagę, ku radości zgromadzonych. Od pierwszej chwili to on nadał ton, deklarując zamiar przywrócenia bezpieczeństwa i stabilizacji w Faludży „bez potrzeby użycia armii amerykańskiej, której udział ludność Faludży odrzuca".

Kiedy jego oddziały zajęły pozycje, świętowały to, co w ich mniemaniu było zwycięstwem nad wycofującymi się siłami Amerykanów. – Zwyciężyliśmy – krzyknął jeden z żołnierzy do reportera Washington Post – Nie chcieliśmy by Amerykanie weszli do miasta i udało się nam.

Generał Saleh wydaje się cieszyć popularnością w Faludży, gdzie jego przybycie spotkało się z powszechną aprobatą. Mieszkańcy podnosili ręce pokazując „V" – symbol zwycięstwa – a głośniki na meczecie napawały się radością po wycofaniu się Amerykanów. Associated Press przytacza wypowiedź policjanta: - Mamy bardzo wiele szacunku dla generała Saleha. Był prawdziwym oficerem i jest praktykującym muzułmaninem. Nie uczynił nikomu krzywdy.

Generał Saleh pełnił w przeszłości wiele wysokich stanowisk. Jeden z byłych generałów pamięta go jako szefa sztabu dywizji Gwardii Republikańskiej, jako dowódcę 38 Dywizji Piechoty, potem całej piechoty w Armii Iraku i w tzw. Armii Al-Quds (tzw. Armii Wyzwolenia Jerozolimy). Jeden z jego krewnych dodaje, że generał Saleh nie zajmował się polityką i nie awansował dzięki Partii Baas. I, faktycznie, potwierdził to podpułkownik Marines – Brennan Byrne, twierdząc, że generał Saleh sprzeciwiał się reżimowi Saddama i zapłacił za to „wysoką cenę osobistą".

Jednak szef Połączonych Szefów Sztabów – generał Richard Myers powiedział, że były generał Saleh „nie został dotąd zweryfikowany i praktycznie nie będzie stał na czele". Potem rozeszła się wiadomość, że inny były generał-major – Mohammed Latif – prawdopodobnie zmieni generała Saleha jako dowódca Armii Ochrony Faludży.

To całe zamieszanie i nagłe pojawienie się byłych saddamowskich generałów – Saleha i Latifa – sugeruje, że rozpoczął się już wyścig do zajęcia stanowiska silnego człowieka, przywódcy Iraku. Nie mogę przewidywać, kto ostatecznie zajmie to stanowisko, ale mogę – ze smutkiem – powiedzieć, że ktoś o podobnych cechach realnie przedstawia sobą najlepszą nadzieję dla Iraku.

Rodzaj artykułu:: Irak

Reklamy