|
||||||||||
|
||||||||||
Niesłowni premierzy Izraelaautor: Daniel Pipes http://pl.danielpipes.org/2046/nieslowni-premierzy-izraela Oryginał angielski: Israel's Wayward Prime Ministers Dwa wzorce postępowania kształtowały historię Izraela od 1992 roku I w dużej mierze wyjaśniają dzisiejsze kłopoty Izraela. Pierwszy, że każdy nowo wybrany premier łamał swoje słowo na temat tego, jak będzie postępował z Arabami. Drugi, że każdy z nich przyjmował nieoczekiwanie ugodowe podejście. Oto jeden tylko przykład zwodniczego podejścia każdego z kolejnych czterech premierów:
Premierzy czasem narzekają na innych, którzy łamią dane słowo. Pan Netanyahu, na przykład, wytykał w sierpniu 1995 roku Rabinowi, że ten „obiecywał w swej kampanii wyborczej nie rozmawiać z OWP, nie oddawać terytoriów podczas swej kadencji i nie ustanawiać państwa palestyńskiego. Teraz łamie te przyrzeczenia jedno po drugim Oczywiście, kiedy pan Netanyahu objął urząd, również łamał swe przyrzeczenia “jedno po drugim”. Co skłoniło każdego z czterech ostatnich premierów Izraela do wycofywania się ze stanowczych zamiarów i do przyjmowania, w zamian, polityki jednostronnych ustępstw? W niektórych przypadkach, jest to sprawa osobistych korzyści, jak to miało miejsce w przypadku pana Netayahu, który uważał, że jego własne szanse na ponowny wybór polepszą się dzięki układowi z rządem Syrii. W innych przypadkach można dostrzec elementy dwulicowości – szczególnie zaś ukrywania planowanych ustępstw, wiedząc, że są niepopularne u wyborców. Yossi Beilin, jeden z ministrów rządu pana Baraka, przyznał podczas szczytu Camp David II, że on sam i inni członkowie rządu wcześniej ukrywali swój zamiar podzielenia Jerozolimy.” Nie rozmawialiśmy o tym w czasie kampanii wyborczej, ponieważ wiedzieliśmy, że opinia publiczna nie zgodziłaby się na to”. Ale korzyści własne i dwulicowość to tylko część tej historii. Również szczere dążenia skłaniają izraelskich premierów do zaniechania silnej polityki na rzecz ugodowej. Tu opuszczamy domenę polityki i wchodzimy na grunt psychologii. Być premierem Izraela, kraju otoczonego przez wrogów, jest po prostu ciężko. Dla sprawującego urząd [premiera], wybranego przywódcy narodu, wydaje się łatwym nieskromnie uwierzyć w swój specjalny talent, który pozwoli mu rozwiązać wielki, zobowiązujący i potencjalnie fatalny problem swego kraju – problem arabskiej wrogości. Ani też nie wystarcza wielkiemu człowiekowi zaangażować się w nużącą, niespieszną, kosztowną politykę odstraszania, z nadzieją, że któregoś odległego dnia zostanie ona przez Arabów przyjęta. Niecierpliwość [przywódcy] nieodmiennie prowadzi go w tym samym kierunku – przyspieszyć wydarzenia, wypracować rozwiązania i „zaryzykować dla pokoju”. Jeśli inicjatywa premiera powiedzie się, zdobędzie on międzynarodowy poklask i wejdzie na stałe do historii Izraela. Jeśli mu się to nie uda – przynajmniej warto było podjąć taką próbę, a następcy uporządkują bałagan. Dążenie do wielkości i egoizm, w ostatecznym rachunku, wyjaśniają powody, dla których premierzy miękną. To przywołuje na pamięć sposób, w jaki przez całe wieki królowie i prezydenci Francji zostawiali po sobie spuściznę w postaci wielkich projektów budowlanych w Paryżu, jako swój osobisty wkład do historii. W podobnym duchu, premierzy Izraela marzyli od 1992 roku o tym, by pozostawić po sobie w spadku wielki projekt dyplomatyczny. Problem polega jednak na tym, że są to niedemokratyczne impulsy, które zdradzają elektorat, podminowują wiarę w rząd i powodują erozję pozycji Izraela. Te negatywne trendy będą się pojawiały tak długo, aż Izraelczycy wybiorą sobie skromniejszego premiera. Tematy pokrewne: Izrael zaabonuj bezpłatną, cotygodniową listę wysyłkową daniela pipesa po polsku |
|
|||||||||
|
Wszystkie materiały na tej stronie © 1980-2012 Daniel Pipes. |
||||||||||